piątek, 30 grudnia 2016

11.Mocne strony.

Budzą mnie promienie słońca padające na moją twarz.Próbuję zasnąć ponownie,ale nic z tego.Zrezygnowany wstaję i idę wziąć szybki prysznic.Po krótkiej kąpieli wychodzę z łazienki i widzą,że na moim łóżku leży strój na dzisiejsze szkolenie.Przebiera się i idę zjeść śniadanie.Po drodze spotykam Haymitcha i w ciszy idziemy razem do jadalni.Katniss już siedzi i zajada się bułką z czekoladą.Najwidoczniej przypadło jej to danie do gustu.Siadam do stołu i zauważam,że ma taki sam strój jak ja.W sumie to nie ma nic przeciwko temu,ale po mnie dziewczyny widzę,że nie jest zadowolona z tego pomysłu.
-Dzień dobry Katniss-mówię razem z mentorem i nakładam na swój talerz jajecznicę,po czym biorę się za jedzenie.Długo siedzimy nie odzywając się do siebie,Haymitch po którejś już porcji wołowiny wyjął z kieszeni butelką.Pije z niej zapewne jakiś trunek,później opiera się łokciami o stół.
-Do rzeczy.Od dzisiaj zaczynacie szkolenie,jak chcecie to mogę was najpierw uczyć osobno.Ale musicie podjąć decyzję teraz.
-Nie rozumiem,czemu mielibyśmy się szkolić osobno?-pyta Katniss.
-Czasami jest tak,że niektórzy nie chcą ujawniać swoich zdolności i wolą trenować osobno.-tłumaczy Haymitch.
Wymieniamy się z Katniss spojrzeniem.
-Ja nie mam czego ukrywać-mówię -A twoje umiejętności Katniss już znam. Przecież zjadłem nie jedną twoją wiewiórkę.
Patrzy przez chwilę na mnie z wyraźnym zaciekawieniem po czy mówi:
-Możemy się uczyć razem-zapewnia Haymitcha.Ja na zgodę kiwam głową.
-W takim układzie nie ma sprawy.Musicie mi powiedzieć jakie macie zdolności.-po tych słowach patrzy na nas z wyczekującym spojrzeniem.
-Ja nic nie potrafię,a pieczenie chleba w to nie wliczam.
-I dobrze.A ty skarbie?Wiem,że świetnie władasz nożem.-mówi Haymitch.
-Nie jest źle,ale zdecydowanie lepiej wychodzi mi polowanie,a łuk jest moją ulubioną bronią.
-Dobrze radzisz sobie na łowach?
Na to pytanie dziewczyna milknie i wpada w zamyślenie.Zaczynam przyglądać się z uwagą w jej oczy.Widać w nich jakby błądziła we własnych myślach i wspomnieniach.
-Nie najgorzej-mówi,a ja właśnie w tej chwili przytomnieje.
-Jest świetna.Mój ojciec kupuje od niej wiewiórki.Od niego wiem,że zawsze trafia je prosto w oko.To samo tyczy się królików,które sprzedaje rzeźniczce.Potrafi położyć także dorosłego jelenia.
Widać na jej twarzy zaskoczenie.Ja sam się dziwie czemu nie powiedziała mentorowi,że jest tak dobra.Przecież doskonale wie jakie ważne na igrzyskach są umiejętności.Bez nich nie masz co liczyć na wygraną.Tak jak ja.
-Co ty wygadujesz?-pyta podejrzliwie.Czemu ona jeszcze zadaje mi tak głupie pytania.Za automatu odpowiadam:
-Sama zadaj sobie to pytanie.Jeśli on ma ci pomóc musi poznać każdą twoją umiejętność.A ty akurat masz się czym chwalić.
-Może lepiej opowiesz o sobie?Nie raz widziałam cię na rynku jak dźwigasz pięćdziesięciokilogramowe worki z mąką.Dlaczego o tym nie wspomniałeś?To nie jest byle co.
-Jasne.Jestem pewien,że na arenie będzie pełno worków z mąką,żebym mógł porzucać sobie nimi w ludzi.-odparowuję-Podnosząc ciężary,nie nauczysz się walczyć z wrogiem,dobrze o tym wiesz.-odpowiadam już lekko sfrustrowany.Ale ona nie daje za wygraną:
-Jest dobry w zapasach.W ubiegłym roku udało mu się zająć drugie miejsce w naszych szkolnych zawodach.Pokonał go tylko jego własny brat.
-I jaki miałbym mieć z tego niby pożytek?Ile razy widziałaś,żeby jakiś trybut na arenie powalił kogoś zapaśniczym chwytem?
-Na igrzyskach zawsze dochodzi do walki wręcz.Jedyne co musisz zrobić to znaleźć nóż,a twoja szansa na wygranie diametralnie się zwiększy.Jeśli mnie zaatakują,to już jest po mnie!
I w tym momencie coś we mnie pęka.
-Nikt cię nie zaatakuje!Wejdziesz gdzieś wysoko na drzewo,będziesz jadła surowe wiewiórki i odstrzeliwała przeciwników z łuku.Nawet nie wiesz,co moja matka powiedziała,kiedy przyszła się ze mną pożegnać.Byłem przekonany,że chce mi dodać otuchy i jakoś pocieszyć.Ale ona oznajmiła,że nasz dystrykt wreszcie doczeka się swojego triumfatora.Dopiero potem dotarło do mnie,że wcale nie chodziło jej o mnie tylko o ciebie!
-Na pewno chodziło jej o ciebie,nie o mnie.
-Powiedziała: ,,Przeżyje,poradzi sobie przecież to urodzona zwyciężczyni".
Te słowa zamknęły jej w końcu usta.Wiem,że nie mam żadnych szans na przeżycie i moja matka też to wie,więc niby po co miałaby mi dawać nikłą nadzieję.Czemu miałaby wierzyć w to,że jej własny syn ma jakiekolwiek szanse przy dziewczynie która jest wprawiona w łowach i zastawianiu sideł?Po co miałaby mieć wiarę w to,że jej przygłupi syn da sobie radę z chociażby chuderlawym dwunastolatkiem?Ona nigdy nie pokładała we mnie żadnych nadziei.
-Przeżyłam,bo kiedyś ktoś postanowił mi pomóc.
Po tym krótkim zdaniu,moje oczy od razu powędrowały w stronę bułki w jej ręku.Do tej pory obwiniam się za to,że nie przyniosłem,wtedy jeszcze malutkiej dziewczynce,tych chlebów.Zachowałem się jak kompletny kretyn i tchórz.Nigdy sobie tego nie wybaczę.Do głowy przychodzą mi dwa zdania:
-Na arenie też ci pomogą.-wzruszam ramionami i kontynuuję- Sponsorzy będą walili drzwiami i oknami aby tylko ci pomóc.
-Tak samo mnie,jak i tobie.
Jaka ona jest uparta!Poirytowany przewracam oczami w stronę Haymitcha.Tylko co mi to da,muszę ją za wszelką uświadomić jak duże szanse ma na wygranie igrzysk.Zwracam się,więc do mentora:
-Ona nie ma pojęcia.Nie wie jak ludzie na nią reagują.
Nie mam ochoty już na nią patrzeć.Postanawiam skupić się na stole w którym znajdują się słoje.Przesuwam paznokciem po nim i nie zwracam na nich uwagi.Reaguje dopiero jak słyszę swoje imię z ust Haymitcha:
-Peeta ona ma racje,Nie możesz lekceważyć siły fizycznej.Już nie raz przechyliła wagę zwycięstwa w pojedynku na stronę zawodnika.W Ośrodku Szkoleniowym znajdują się ciężary,ale nie pokazuj innym trybutom,ile potrafisz unieść.To dotyczy was obojga.Będziecie brali udział w treningu grupowym.Postarajcie się nabyć nowych umiejętności.Poćwiczcie rzut oszczepem,walkę maczugą,Nauczcie się wiązać jakieś przyzwoite węzły.Nie popisujcie się przed indywidualnym pokazem.Czy to jest jasne?
Zgodnie kiwamy głowami.
-Jeszcze tylko jedna bardzo ważna sprawa-podkreśla Haymitch-W miejscach publicznych macie się pokazywać zawsze razem.
Od razu oboje zaczynamy protestować,ale mentor wali otwartą dłonią w stół.
-Przez cały czas!Bezdyskusyjnie!Zgodziliście się na wykonywanie moich poleceń .Będziecie razem,i każdy ma widzieć ja okazujecie sobie sympatię.A teraz żegnam.O dziesiątej przy windzie będzie czekać na was Effie,Zaprowadzi was na szkolenie.
I tak oto zostaliśmy skazani na siebie.Nie żebym narzekał,ale Katniss ten pomysł w żaden sposób się nie spodobał.Od razu wstała od stołu i poszła do swojego pokoju zatrzaskując drzwi z takim hukiem,że aż przeszły mnie ciarki.
Zrezygnowany i zmęczony tą całą rozmową zmierzam w kierunku swojej sypialni.Może uda mi się jeszcze choć na chwilę zmrużyć oko?


środa, 21 grudnia 2016

Wyjaśnienia

Hej! Przepraszam za moja nie obecność od 6 miesięcy ale nic na to nie poradzę.Po prostu szkoła mnie przytłacza i nie mam na nic kompletnie czasu.Postaram się coś wrzucić w czasie świąt (a już zaczęła pisać)ale nie daje nikomu 100%,że wpis się pojawi.Jeśli ktoś nadal czeka na notatki to niech da znać w komentarzu bo jestem ciekawa czy ktoś tu jeszcze zagląda(jeśli nikt to pisze sama do siebie ;_;).

Wesołych Świąt:)
Anne

poniedziałek, 13 czerwca 2016

10.Rozmowa na dachu

Hej!!

Po dość długiej przerwie w końcu wrzucam rozdział :D
Przepraszam,że nie zrobiłam tego przedwczoraj ale dopadła mnie złośliwość rzeczy martwych -.-
A w szkole wszystko już ogarnięte,więc za tydzień pojawi się nowy rozdział:)
Teraz zapraszam do czytania i komentowania.
/Anne

***

   Zmierzając do pokoju myślałem o sytuacji z awoksą. Skąd Katniss mogła ją znać? To pytanie nie dawało mi spokoju, stanąłem przed drzwiami do sypialni dziewczyny, zastawiam jej drzwi swoim ciałem i mówię:
   -Delly Cartwright. Kto by pomyślał,że akurat tutaj ją spotkamy.
    Po jej minie było widać, że zastanawia się, czy powiedzieć mi prawdę.
Sterczałem tak dobre parę minut, a potem postanowiłem jej pomóc:
    -Byłaś już na dachu? Cinna mnie tam zaprowadził.Widać stamtąd całą okolice.Tylko wieje tam straszny wiatr.
     -To może się tam przejdziemy?- powiedziała. Jej melodyjny, miły (choć nie taki jak u Delly, tylko inny) głos przyprawia mnie o gęsią skórkę i w głowie słyszę jak śpiewa Hej tam na łące. Poczułem, że ręce oblały mi się potem, więc otarłem je o spodnie tak, żeby nie zauważyła. 
    -Jasne,chodź. Tylko skocze jeszcze na chwile do swojej sypialni.- powiedziałem i szybkim krokiem wszedłem do swojego pokoju i wziąłem kurtkę, żeby w razie czego ją przykryć. Zobaczyłem to oczami wyobraźni zobaczyłem to bardzo, bardzo wyraźnie (nawet lepiej niż zawsze) i uśmiechnąłem się na samą myśl. 
    Jak już wyszedłem, skinąłem jej głową i uszyliśmy na dach.
Na samej górze schodów, Katniss staje dęba, że prawie nie uderzam w jej plecy. Ale zrozumiałem jej reakcję. Sam, pomimo tego, że już przecież tam byłem, chciałem płakać ze wzruszenia, taki Kapitol był piękny. Podeszliśmy razem do barierki i spojrzeliśmy na rozświetlone latarniami i światłami z wieżowców, ulice, których i tak nie widać, bo tłoczyli się na nich ludzie. Słyszałem warkot silników i krzyki podekscytowanych kapitolińczyków. Długo staliśmy w ciszy, wpatrzeni w światła miasta, ale nie tylko po to ją tu zabrałem. Przypomniałem to sobie, kiedy Katniss zaczęła przechylać się trochę za bardzo do barierki.
     -Spytałem Cinne dlaczego pozwalają nam wchodzić na samą górę, bo przecież każdy trybut mógłby spokojnie stąd skoczyć i zakończyć swój żywot jeszcze przed Igrzyskami. -powiedziałem, patrząc w nią z niepokojem. Ze wszystkich sił powstrzymałem się by nie krzyknąć: ,,Odsuń się od tego!''. Na szczęście -jej i moje- jednak zrobiła krok w tył.
     -I co powiedział?- spytała
-Nie da się z tą skoczyć- wyciągnąłem rękę w stronę pustej przestrzeni i pokazałem dziewczynie co tak naprawdę się tam znajduje. Zabrałem gwałtownie swoją dłoń. -Pole elektryczne odrzuciłoby cię z powrotem na dach. -spoglądam na nią, a nasze spojrzenia się krzyżują.
     -Bezpieczeństwo najważniejsze. Myślisz, że nas obserwują?
      -Prawdopodobnie. Choć, pokaże ci ogród.- było to tylko pretekstem, żeby zaciągnąć ją tam, gdzie na pewno nie będą nas podsłuchiwać. No, i tam bardziej wiało. Nadal miałem nadzieję na scenę z kurtką.
       Popatrzyłem na nią i czekałem na wyjaśnienia. Katniss przyglądała się kwiatu. Nie był on najpiękniejszy z całego ogrodu, ale jej najwyraźniej bardzo się spodobał. Swoimi zwykle niezadbanymi dłońmi, wtedy już jednak wypielęgnowanymi przez stylistów na paradę, dotyka lekko jego płatków. Kwiatek chwieje się lekko na swojej łodydze, gdy wreszcie go puszcza. Spojrzała na mnie. Staliśmy przodem do siebie, patrząc sobie w oczy.
       -Polowaliśmy tego dnia w lesie. -mówi- Schowaliśmy się w swojej kryjówce i czekaliśmy na zwierzynę.
Liczyłem na coś bardziej, no nie wiem.. Romantycznego... Chociaż, oczywiście, o awoksie też chciałem się dowiedzieć, ale chęć poczucia ust Katniss na swoich zawsze była większa, niż jakakolwiek inna.
       -Ty i ojciec?
       -Nie. -zdziwiła mnie lekko jej odpowiedź, zanim sobie przypomniałem o jej chłopaku.. I wszystkie fantazje o kurtce zniknęły- Z mim przyjacielem Gale'm. -no właśnie, pomyślałem- W pewnej chwili wszystkie ptaki umilkły, a tylko jeden śpiewał dalej. Brzmiało to tak jakby chciał nas ostrzec. I wtedy ją zobaczyliśmy.To znaczy, jej chłopaka. Ich ubrania były całe podarte,a  oczy podkrążone. Biegli tak szybko, jakby od tego zależało ich życie.
     Może zależało- pomyślałem. Katniss na chwile przerwała i zapatrzyła się na coś.Chwile trwało zanim się ocknęła i zaczęła mówić dalej:
     -Nagle nadleciał poduszkowiec. Nie wydawał żadnego dźwięku, ale i tak go zauważyli. Ludzie z pokładu zrzucili siatkę na dziewczynę i wciągnęli ją do środka. Chłopaka przebili włócznią i też zabrali na pokład.Zaraz potem poduszkowca już nie było, a ptaki z powrotem zaczęły śpiewać.
     -Widzieli cię?- pytam, pełen obaw. Może to, że jedzie na Igrzyska jest karą? Może wiedzieli, że umrze, dlatego ją tak wysłali, Effie wylosowała inne, a przeczytała inne nazwisko? Ogarnęła mnie złość, oddychałem nieregularnie.
     -Nie wiem.- jej odpowiedź wcale mnie nie uspokoiła- Byliśmy ukryci pod skalnym występem. Wiem tylko, że za nim nadleciał samolot, dziewczyna dziewczyna spojrzała w naszą stronę i jakby wyszeptała ''pomocy''... Ale nie zareagowaliśmy.
     Nie chciałem kontynuować tematu, myśleć o tym, jaki ból przeżywała ta dziewczyna, awoksa.
     -Drżysz- powiedziałem. Odruchowo zarzucam jej swoja kurtkę na ramiona. O dziwo nie odrzuca jej. Ha! I mam swoją wymarzoną scenkę!
Jednak jej reakcja mnie dziwi. Czyżby dziewczyna zaczęła się do mnie przekonywać?
      -Byli tutejsi? Jak myślisz,co mogli tam robić?-powiedziałem, zapinając jej guzik pod szyją.
       -Nie mam pojęcia. -na chwilę spuściła wzrok, jakby na moje buty, po chwili podniosła go ze smutkiem w oczach. Wyczułem, że bardzo żałowała, że nie pomogła tej awoksie. ,,Czy da sobie radę na Igrzyskach, a co ważniejsze- po nich?'' pytam sam siebie. Wygrana Katniss była bardzo prawdopodobna, pomimo, że mieliśmy mocnych wrogów... Współzawodników w rzezi. Hm, to chyba i tak nie brzmi lepiej.-Haymitch mówił, że awoksi dopuścili się zdrady. Może zabili kogoś z Kapitolu? Ale przecież mieli tutaj wszystko. Nie mieli powodu, by się buntować.
       -Ja to bym stąd wyjechał.-przyznałem szczerze.- Z chęcią wróciłbym do domu- gdyby mi pozwolili. Musisz jednak przyznać, mają tu świetne jedzenie.
       Kiwnęła ponuro głową.
       -Zrobiło się zimno,lepiej wróćmy do środka.-po jej słowach schodzimy na dół, kierując się do swoich pokoi. .Po drodze zadałem jej jeszcze kilka pytań.
       -Wspomniałaś o swoim przyjacielu Gale'u. Czy to on odprowadził twoją siostrę podczas dożynek? -przyszło mi na myśl. Słowo ''przyjaciel'' ledwo przeszło mi przez gardło.
       -Tak.Znasz go?
      -Nie, ale dziewczyny w szkole dużo o nim mówiły. -nie chcę się przyznać, że obserwowałem ich, jak razem chodzą- Myślałem, że jest twoim kuzynem czy coś. Trzymacie ze sobą.
-Nie jesteśmy spokrewnieni.- na te słowa kiwnąłem głową. To tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że łączy ich coś więcej, niż ona mówi. Może i myśli? Widziałem, jak ten Gale patrzył się na nią. Kto wie, może to nieodwzajemniona miłość- jak w moim przypadku?
      -Przyszedł się z tobą pożegnać?
      -Tak.I twój ojciec również. Przyniósł mi ciastka.
      -Naprawdę? Lubi ciebie i twoją siostrę. Zapewne wolałby mieć córkę niż dom pełen chłopców. Znał też twoją mamę kiedy byli dziećmi.
      -No tak.Dorastała w mieście. -stajemy przed drzwiami, a Katniss oddaje mi kurtkę. Chciałem jej powiedzieć, by ją zatrzymała, ale uznałem, że to już przesada, więc przyjąłem ją z lekkim uśmiechem, wyrywającym mi się z kącików ust.
     -Widzimy się rano. -mówię, szczerze zaskoczony tonem mojego głosu, jego swobodą, wręcz zręcznością. Myśl, że rzeczywiście zobaczę ją rano, przyprawiła mnie o przyjemne dreszcze i miłe uczucie ciepła w żołądku.
     -Na razie.- powiedziała i weszła do siebie, co też ja zrobiłem.
     Tej nocy mało spałem, myśląc o mnie, o Katniss, i jak by to było, gdyby ona coś do mnie czuła.

sobota, 4 czerwca 2016

Hej!
Uwaga ,uwaga już w sobotę (11.06) pojawi się notatka,więc jeszcze oczekuję od was trochę cierpliwości:D

Anne

wtorek, 17 maja 2016

Hej!
Przepraszam was bardzo za to,że nie ma ostatnio notatek ale szkoła i jeszcze raz szkoła.Teraz są już praktycznie ostatnie szanse na poprawianie ocen no i muszę wkuwać:(
Dodatkowo w tym miesiącu czeka mnie bardzo ważny egzamin z ratownictwa i jak go źle napisze to nie zdam do następnej klasy więc nauka do niego zabiera mi cały weekend.Myślę,że następna notatka pojawi się dopiero jakoś na początku czerwca bo jak widzicie wcześniej nie dam rady.
Jeszcze raz bardo was za to przepraszam.

Anne

wtorek, 26 kwietnia 2016

sobota, 23 kwietnia 2016

Info

Przepraszam was kochani ale nie dam rady wstawić dziś rozdziału,ponieważ mam kilka prezentacji do zrobienia i po prostu się nie wyrobię z napisaniem go.Ale postaram się aby rozdział pojawił się jutro.Jeszcze raz bardo was za to przepraszam:(

Anne